I dream in colours

  1. Oficjalny koniec IE/Mac

    Z dniem 31 grudnia 2005 Microsoft przestaje zapewniać uaktualnienia i wsparcie techniczne dla użytkowników Internet Explorera 5 dla MacOS, a od 31 stycznia 2006 nie będzie też można go ściągnąć z oficjalnej strony.

    Swego czasu program ten wywarł niezaprzeczalny wpływ na rozwój technik tworzenia WWW (co prawda nie było to w Polsce tak odczuwalne, jak gdzie indziej), ale dziś mam nadzieję, że zatwardziali jego użytkownicy wezmą sobie do serca zalecenie, by przesiąść się na nowocześniejszą przeglądarkę.

    Comments Off on Oficjalny koniec IE/Mac

  2. stock.xchng wersja 6.0

    Dzisiaj, po przerwie, ruszyła szósta odsłona stock.xchng. Serwis zyskał odświeżony interfejs, kilka miłych rzeczy rodem z Stockxpert i najwyraźniej nowy sprzęt, bo działa jakby sprawniej (choć to może akurat tylko dlatego, że jeszcze nie wszyscy zauważyli powstanie).

    Jest jeszcze parę błędów (grr, polskie znaki, grr, brak możliwości sortowania wszystkich komentarzy po dacie, a nie najpierw po id zdjęcia) i czasem gubi połączenie z bazą, ale to zapewne niebawem zostanie poprawione.

    Comments Off on stock.xchng wersja 6.0

  3. Pan szukał czegoś do debugowania CSS-a?

    Pan sobie poogląda dokładnie konsolę Javascript w swoim Firefoksie 1.5, a na poprawienie komfortu zalecamy Console².

    Comments Off on Pan szukał czegoś do debugowania CSS-a?

  4. Carson Workshops Summit – The Future of Web Apps

    8 lutego w Londynie kolejne ciekawe warsztaty: Carson Workshops Summit — The Future of Web Apps. Tylko (aż?) 500 miejsc, £75 za dzień wykładów. Może w końcu mi się uda wybrać…

    Comments Off on Carson Workshops Summit – The Future of Web Apps

  5. CSSVista

    Nowe, darmowe windowsowe narzędzie umożliwiające edycję CSS „na żywo” z jednoczesnym podglądem w IE i Firefoksie. CSSVista — warto pobrać i wypróbować.

  6. Webmajsterski zestaw obowiązkowy

    Firefox:

    1. Oczywiście Web Developer Toolbar, najlepszy i wciąż ulepszany.
    2. HTML Tidy – walidacja nawet bez klikania, może automatycznie sprawdzać wszystkie odwiedzane strony lub tylko zintegrować się z widokiem źródła. Jest też wersja bazująca na CSE HTML Validatorze, ale osobiście jakoś wolę Tidy.
    3. DOM Inspector, zawarty w standardowej instalacji.
    4. Całe stadko rozszerzeń w sekcji „Developer Tools”, co komu potrzebne:
      • Checky,
      • ColorZilla,
      • Fangs Screen Reader Emulator,
      • IE/Opera/Firefox View, IE Tab,
      • Live HTTP Headers / Modify Headers,
      • JavaScript Debugger (Venkman),
      • MeasureIt,
      • Screen grab!
      • SEOpen,
      • Table Inspector,
      • View Formatted Source / View Rendered Source.

    IE:

    1. Web Accessibility Toolbar — dużo narzędzi, łącznie z edycją stylów „na żywo”. Mikołaj przygotowuje tłumaczenie na polski.
    2. Internet Explorer Developer Toolbar Beta od Microsoftu. W dostępnej obecnie wersji dość proste, ale ma większość najpotrzebniejszych rzeczy — oficjalnie działa z IE≥6, w praktyce mam go też w „standalone” 5.0 i 5.5; problemów póki co nie było.
    3. Wiele wersji IE dla Linuksa (prawdopodobnie da się to zatem zrobić i pod Mac OS X) i Windows jednocześnie.

    Opera:

    1. WebDevToolbar & Menu, oficjalnie dla 8.0, ale zainstalowało się i w najnowszym PR 9.0.
    2. Jëkýll & Hyde, ma parę fajnych rzeczy, ale zabrało mi ten poprzedni i jeszcze nie wymyśliłam, jak sobie z tym poradzić.

    Garść narzędzi w sieci:

    • Typetester — podgląd tekstu złożonego różnymi fontami.
    • Twoja strona w różnych przeglądarkach:
      • Browsershots — darmowe, ale kolejka zwykle dłuuuga;
      • SiteVista — nowe, płatne;
      • BrowserCam — płatne, ale ma duże możliwości, łącznie z dostępem przez VNC.
      • lixlpixel Screenshot Generator — darmowy, przeglądarki macowe (Safari 2, IE 5.2, Camino 0.8 i Mozilla 1.7).
      • iCapture — darmowy, niby Safari i IE/Mac, ale ostatnio miewa jakieś problemy.
      • Teoretycznie OS X Browser, ale chyba jeszcze nie działa.
      • Browser Photo — płatny, nie miałam okazji wypróbować.
      • URL2image — płatny i mało przeglądarek.
    • Widzenie kolorów:

    Hmm, całkiem sporo tego wyszło.

  7. Bug w Operze?

    Już dwa razy nadziałam się na dziwne zachowanie Opery ≥8, jeśli w nagłówku dokumentu podlinkujemy nieistniejący arkusz stylu. Dzieją się różne rzeczy, w dodatku zależnie od tego, czy dokument ten otwieramy lokalnie, czy z sieci.

    1. Przykład pierwszy — po otwarciu z sieci Opera (na pewno 8.01, 8.02 i 8.50) z nieba bierze sobie czerwony kolor linka. Po otwarciu lokalnie, bodajże 8.01 dla odmiany kolorowała na czerwono tło <body> albo <html>, efekt znikał po odświeżeniu. W tej chwili nie mam tego jak sprawdzić, ale na trzech różnych instalacjach działo się to samo.
    2. Przykład drugi to ciut bardziej skomplikowana konstrukcja (której na razie jednak nie udostępnię), gdzie Opera 8.02 i 8.50 zgodnie dodały jednemu z divów czerwone obramowanie, białe tło i dziwną szerokość, której nijak nie udało mi się wyliczyć z zastosowanych stylów. Tym razem nie przyuważyłam efektów specjalnych przy otwieraniu lokalnie. Za to konsekwentnie tutaj pojawia mi się kosmiczna szerokość strony, jeśli powiększę okno przeglądarki ponad pewną wartość, która prawdopodobnie ma coś wspólnego z szerokością największego elementu, ale jeszcze tego nie wytropiłam.

    Ot, magia przeglądarek.

  8. Wystarczająco dobry?

    Tak sobie siedzę i myślę, i przychodzą mi do głowy różne dziwne myśli.

    Na przykład — skąd w ludziach bierze się ten pęd do wyważania otwartych drzwi — pisania po raz stotysięczny galerii, bloga, maszynki do aktualności… Czy strona, której nie wyrzeźbili od zera „temi ręcami”, jest mniej ich?

    Gdybym też miała takie zapędy, ta strona by wciąż nie istniała, bo zwyczajnie brakuje mi czasu na mozolne dłubanie czegoś, co już zostało napisane. Właśnie dlatego używam gotowego systemu, przykrojonego do moich potrzeb. Może i nie działa idealnie tak, jak sobie wymyśliłam, ale jest wystarczająco zbliżona do mojej koncepcji, żebym nie wyrywała sobie włosów z głowy przy każdej okazji.

    Niewykluczone, że ma to coś wspólnego z męskimi hormonami i głęboko zakorzenioną potrzebą wykazania się lub brakiem poczucia wartości własnego czasu. Chyba mnie coś w życiu omija, ale źle mi z tym nie jest.