I dream in colours

  1. Sezon fasolkowy

    Fasolkę szparagową zwykle jada się gotowaną, podaną z masłem albo podsmażaną bułką tartą… a można inaczej.

    Fasolka szparagowa duszona „po grecku”

    Składniki:

    • fasolka szparagowa (obrana i opłukana), ile bądź;
    • czosnek — na każde pół kilo fasolki co najmniej ze 3-4 ząbki;
    • świeża pietruszka (zamiennie: mięta lub bazylia), posiekana — przynajmniej po dwie kopiaste łyżki na pół kilo fasolki;
    • oliwa, sól.

    W sporym rondlu rozgrzewamy oliwę i podsmażamy na niej przeciśnięty przez praskę czosnek. Wrzucamy fasolkę, podlewamy wodą (niedużo), przykrywamy i dusimy, w razie potrzeby dolewając wody. Jak zmięknie (średnio zajmuje to z 7-10 minut), to odkrywamy, solimy, wrzucamy zieleninę i dusimy całość jeszcze ze 3 minuty.

    Wykładamy na talerz(e) i zjadamy — solo, z pieczywem, jako dodatek do drugiego dania… smacznego.

  2. Bananowe morderstwo

    Za oknem zimno, ciemno, mokro i wietrznie. W ramach poprawy nastroju znajdujemy w kuchni:

    • mocno przejrzałe banany — zależnie od wielkości i natężenia złego humoru 2-4 na osobę,
    • bakalie — w wersji podstawowej orzechy włoskie, ale jak ktoś lubi, to może dodać i rodzynki, migdały czy inne figi,
    • miód,
    • szczyptę cynamonu czy wanilii, albo i nie,
    • w wersji „tylko dla dorosłych” trochę rumu.

    Banany obieramy, kroimy na mniejsze kawałki, które miksujemy z miodem, rumem i cynamonem na puszystą masę. Dorzucamy bakalie, lekko mieszamy. Przekładamy do salaterek, chowamy na kwadrans-pół godziny do lodówki. Po wyjęciu z lodówki możemy, ale naprawdę nie musimy, udekorować bitą śmietaną. Podajemy.

    Oprócz „poprawiacza humoru” świetnie sprawdza się w awaryjnych sytuacjach, kiedy spadną nam na głowę goście, a nie bardzo jest co im podać — robi się błyskawicznie, dobre, dodatkowo zaś dość skutecznie zapycha powodując błogie rozleniwienie.

  3. W lodówce pustki…

    …a zjeść coś trzeba. W kątach znajdujemy zapomniane:

    • puszkę tuńczyka,
    • puszkę kukurydzy,
    • woreczek ryżu,
    • resztkę majonezu.

    Ryż gotujemy na sypko. Jak wystygnie, wrzucamy do miski i dosypujemy tuńczyka, doprawiamy do smaku (sól, pieprz, jak ktoś czuje wielką potrzebę, to można jakieś zioła), dodajemy majonez (bez przesady, ma połączyć składniki, a nie zdominować) i mieszamy. Jeżeli jesteśmy w stanie wytrzymać, chowamy na pół godziny do lodówki, żeby się schłodziło i ciut przegryzło. Jeśli nie, zjadamy od razu.

    Smacznego.

    Comments Off on W lodówce pustki…

  4. Omlet na fecie

    Dziś na kolację — omlet na fecie. Potrzebne będą:

    • łyżka oliwy/masła,
    • 3 jajka,
    • 100g niezbyt tłustego, możliwie twardego sera feta,
    • kilka łyżek mleka (niekoniecznie),
    • jeden pomidor,
    • świeża bazylia, może być też oregano,
    • ewentualnie pieprz do smaku (nie używamy soli — będzie wystarczająco słone od fety).

    Rozgrzewamy tłuszcz na patelni i kładziemy na niego cienkie plasterki fety, obsmażamy na złoto. W międzyczasie lekko ubijamy jajka z mlekiem, a kiedy ser już się ładnie podsmaży, wlewamy je na patelnię i przykrywamy. Pod przykryciem smażymy sobie ten omlet na niedużym ogniu, co jakiś czas podważając brzegi, żeby masa jajeczna spłynęła pod spód.

    Gotowy omlet przekładamy na talerz, na wierzchu układamy plasterki pomidora, posypujemy zieleniną i ew. oprószamy pieprzem. Smacznego!