I dream in colours

  1. Nie jest różowo

    Rzeczy do zrobienia multum, bo początek roku akademickiego tuż tuż. Rąk do pracy mało – kołorker miał wypadek na motorze i przez jakiś czas za wiele nie zrobi.

    Ech, życie.

    Comments Off on Nie jest różowo

  2. Zdjęcia i grafika Royalty Free

    :

    Oficjalnie ruszyła wersja beta znanego dotychczas pod nazwą SXC Pro, zapowiadanej od kilku miesięcy płatnej wersji stock.xchng. Dla niepoznaki serwis nazwany został Stockxpert. Można się zarejestrować, złożyć „artist application” i po zaakceptowaniu wrzucać fotki, działa forum. Nie można póki co kupować, ale biorąc pod uwagę, że w tej chwili pula zdjęć to całe 90 sztuk, nie boli.

    (10/09/2005, Comments Off on Zdjęcia i grafika Royalty Free, )
  3. NEW WALKMAN

    Dopiero co dowiedziałam się o premierze iPoda nano, a tu natrafiłam na informację o nowym Walkmanie. Na obrazkach wygląda całkiem interesująco – zwłaszcza bajerancki wyświetlacz wkomponowany na gładko w obudowę; ciekawe, czy w rzeczywistości też będzie taki efektowny. Mi jednak wizualnie kojarzy się z mydelniczką zwaną oficjalnie Apple Mighty Mouse.
    Z dostępnych w tej chwili materiałów wynika, że występował będzie w odmianach 6- i 20-gigabajtowych. Niestety, nie udało mi się jeszcze dokopać do żadnych bardziej szczegółowych danych technicznych, z obrazków i strzępków informacji wychodzi, że będzie porównywalny rozmiarami z iPodem mini. Jak na mój gust to ciut za dużo, zwłaszcza jeśli miałabym go nosić na szyi (nie zawsze dysponuję kieszeniami, a poza tym owijające się wokół człowieka kable dopraszają się o wyrwanie z korzeniami przy najbliższej okazji).

    Wypatrzone na Shiny Shiny.

    Comments Off on NEW WALKMAN

  4. Nowy gadżet spod znaku nadgryzionego jabłka

    Nowe dziecko Apple: iPod nano. Rozmiarów złożonej na pół dyskietki 3.5″, na pokładzie 2 lub 4 GB flasha. W czarnej wersji wygląda całkiem do przyjęcia, a słuchawki-smycz to bardzo praktyczny bajer (szkoda, że nie dają takich w zestawie, tylko trzeba dokupić osobno – i póki co są tylko białe). Pierwszy iPod, który mnie nie odrzuca swoim wyglądem. Wcale bym się nie obraziła, gdybym dostała taką zabaweczkę w prezencie urodzinowym (to pojutrze).

  5. 10 lat Opery

    :

    Przeglądarce stuknęło dziesięć lat. Z ww. okazji Opera Software urządziło imprezę na swojej stronie i m.in. rozdaje kody rejestracyjne za darmo, jeszcze przez kilka godzin…

    (31/08/2005, Comments Off on 10 lat Opery, )
  6. Refleksje powycieczkowe

    • Google Maps nie ma zdjęć satelitarnych centrum Glasgow w wysokiej rozdzielczości. Skandal.
    • Jadąc do UK bez paszportu, na stary dowód osobisty, trzeba być przygotowanym na lekki popłoch wśród pracowników portów lotniczych w mniej popularnych wśród Polaków miastach, takich jak np. Glasgow. Zielona książeczka to owszem, „valid photo id” – ale nie ma daty ważności!
    • Wydawać by się mogło, że most, po którym rzekę Clyde przekracza autostrada M8 (bodaj ze cztery pasy w jedną stronę, pewnie ponad 20 metrów nad rzeką, a może ciut mniej/więcej – nie umiem oceniać na oko odległości w pionie) będzie całkiem dobrym schronieniem przed nagłym atakiem deszczu. Otóż nie, deszcz takowy zacinać musi pod kątem >60° od pionu, dokładnie prostopadle do mostu. I jeszcze jakimś cudem będzie zakręcał za filary.
    • Bycie gopherem na WorldConie (w szczególności siedzenie na rejestracji) daje okazję do poczynienia wielu (nie)ciekawych obserwacji. Odliczając małoletnich przywiezionych przez rodziców, którzy nie mieli pomysłu/okazji pozbycia się latorośli na czas imprezy, przeciętny konwentowicz miał najprawdopodobniej jakieś 35-40 lat i minimum 10 kg nadwagi. Najmłodszy spotkany przeze mnie konwentowicz (a raczej konwentowiczka) miał około 3 miesięcy, najstarszy – na oko dobrze ponad 70 lat.
    • Bycie gopherem na WorldConie to też okazja, by:
      • spędzić kwadrans na pogawędce z Terrym Brooksem, wydając mu identyfikator i materiały konwentowe; rozśmieszyć Terry’ego Pratchetta, przynieść kawę Brianowi Aldissowi … spotkać osobiście masę innych osobistości ze światka sf&f;
      • zostać $BIGNUM razy zapytaną, jak się wymawia „Szczygieł”;
      • legalnie podsłuchiwać KaffeeKlatsche z Robin Hobb i Connie Willis, na które miejsca skończyły się w ciągu 3 minut od wyłożenia listy;
      • wzbogacić się o dwa specjalne t-shirty („construction staff” & „gopher-only”);
      • na maskaradzie i rozdaniu Hugo siedzieć w sektorze, z którego widać, jak wyglądają ludzie na scenie;
    • Lokalna specjalność – napój Irn-Bru – to paskudny, pomarańczowy (chodzi o kolor, nie smak) napój „landrynka w płynie”. W wersji dietetycznej „landrynka w płynie słodzona aspartamem”. Brr.
      Za to Coca-colę mają w wersji waniliowej, cytrynowej i limonkowej.
    • Prawdopodobieństwo, że w taksówce będzie się uczestniczyć w standardowym dialogu „driving the right/wrong/left side of the street”, wynosi 100%.
    • Nocowanie na lotnisku London Stansted to coś, co robią nie tylko Polacy. Notka: na tych fotelach śpi się bardzo kiepsko, albo nie powtarzać tego doświadczenia, albo na przyszłość zaopatrzyć się w jakiś rodzaj kieszonkowego materaca/maty.
    • Po wylądowaniu w Polsce warto sobie przypomnieć, że przystanek autobusu „do miasta” znajduje się po prawej stronie ulicy.
  7. Upał…

    Wrocław nawiedziła fala obłędnych upałów; jest nadzieja, że trwająca właśnie burza trochę poprawi sytuację, według prognozy jutro ma być już „tylko” 27°C. Do ofiar tej trzydniówki mogę zaliczyć mój komputer – soboty nie przeżyło USB na płycie. Szczęście w nieszczęściu: tylko USB, a nie podłączony doń przenośny dysk z aktualną wersję projektu z nieprzekraczalnym deadline’em w poniedziałek – którego to projektu najświeższy backup miałam sprzed kilkunastu godzin. Niewykluczone, że odmianę pogody spowodował wstrząs wywołany przez kamień, który spadł mi z serca, kiedy okazało się, że padło tylko USB.

    Comments Off on Upał…

my photostream

Please login to see this content.