• Google Maps nie ma zdjęć satelitarnych centrum Glasgow w wysokiej rozdzielczości. Skandal.
  • Jadąc do UK bez paszportu, na stary dowód osobisty, trzeba być przygotowanym na lekki popłoch wśród pracowników portów lotniczych w mniej popularnych wśród Polaków miastach, takich jak np. Glasgow. Zielona książeczka to owszem, „valid photo id” – ale nie ma daty ważności!
  • Wydawać by się mogło, że most, po którym rzekę Clyde przekracza autostrada M8 (bodaj ze cztery pasy w jedną stronę, pewnie ponad 20 metrów nad rzeką, a może ciut mniej/więcej – nie umiem oceniać na oko odległości w pionie) będzie całkiem dobrym schronieniem przed nagłym atakiem deszczu. Otóż nie, deszcz takowy zacinać musi pod kątem >60° od pionu, dokładnie prostopadle do mostu. I jeszcze jakimś cudem będzie zakręcał za filary.
  • Bycie gopherem na WorldConie (w szczególności siedzenie na rejestracji) daje okazję do poczynienia wielu (nie)ciekawych obserwacji. Odliczając małoletnich przywiezionych przez rodziców, którzy nie mieli pomysłu/okazji pozbycia się latorośli na czas imprezy, przeciętny konwentowicz miał najprawdopodobniej jakieś 35-40 lat i minimum 10 kg nadwagi. Najmłodszy spotkany przeze mnie konwentowicz (a raczej konwentowiczka) miał około 3 miesięcy, najstarszy – na oko dobrze ponad 70 lat.
  • Bycie gopherem na WorldConie to też okazja, by:
    • spędzić kwadrans na pogawędce z Terrym Brooksem, wydając mu identyfikator i materiały konwentowe; rozśmieszyć Terry’ego Pratchetta, przynieść kawę Brianowi Aldissowi … spotkać osobiście masę innych osobistości ze światka sf&f;
    • zostać $BIGNUM razy zapytaną, jak się wymawia „Szczygieł”;
    • legalnie podsłuchiwać KaffeeKlatsche z Robin Hobb i Connie Willis, na które miejsca skończyły się w ciągu 3 minut od wyłożenia listy;
    • wzbogacić się o dwa specjalne t-shirty („construction staff” & „gopher-only”);
    • na maskaradzie i rozdaniu Hugo siedzieć w sektorze, z którego widać, jak wyglądają ludzie na scenie;
  • Lokalna specjalność – napój Irn-Bru – to paskudny, pomarańczowy (chodzi o kolor, nie smak) napój „landrynka w płynie”. W wersji dietetycznej „landrynka w płynie słodzona aspartamem”. Brr.
    Za to Coca-colę mają w wersji waniliowej, cytrynowej i limonkowej.
  • Prawdopodobieństwo, że w taksówce będzie się uczestniczyć w standardowym dialogu „driving the right/wrong/left side of the street”, wynosi 100%.
  • Nocowanie na lotnisku London Stansted to coś, co robią nie tylko Polacy. Notka: na tych fotelach śpi się bardzo kiepsko, albo nie powtarzać tego doświadczenia, albo na przyszłość zaopatrzyć się w jakiś rodzaj kieszonkowego materaca/maty.
  • Po wylądowaniu w Polsce warto sobie przypomnieć, że przystanek autobusu „do miasta” znajduje się po prawej stronie ulicy.